O mnie

Cześć Kochani, witajcie na World of Sandi! Po wielu latach czczego gadania o blogu, dzięki pomocy i motywacji mojego Przystojniaka, udało mi się go w końcu założyć. Strona jest poświęcona głównie mojej miłości do wulkanów i podróży, ale znajdziecie na niej też inne smaczki. Poprzez moje zdjęcia i posty chciałabym zarazić podróżowaniem osoby, które do tej pory spędzały wakacje przy basenie, nie wiedząc, co kryje się za hotelowym płotem (nie krytykuję – sama czasem potrzebuję takiego odpoczynku). Mam nadzieję, że zamieszczane rady, wskazówki i informacje praktyczne pomogą tym z Was, którzy zawsze chcieli podróżować na własną rękę, ale do tej pory się tego bali. Zobaczycie, że nie jest to takie straszne ;)

Blog podrożniczy - World of sandi, zdjęcia i praktyczne porady z całego świata. Sandra Borowska

O co chodzi z wulkanami?

Mając 12 lat zobaczyłam na okładce jednego z magazynów podróżniczych zdjęcie wybuchającej Etny (wulkan na Sycylii). To była miłość od pierwszego wejrzenia, która trwa do dziś. Od kilu lat staram się łączyć moje pasje i na kierunki kolejnych podróży wybieram głównie kraje, w których mogę zdobyć lub zobaczyć jakiś wulkan. Mam to szczęście, że w moim życiu pojawił się obecny narzeczony Adrian, któremu moje specyficzne hobby przypadło do gustu i w ten sposób razem gonimy za wybuchający górami.

Jak to się zaczęło?

Miłością do podróżowania zarazili mnie moi kochani rodzice, którzy już od najmłodszych lat zabierali mnie i moja siostrę Nati najpierw nad polskie morze, później samochodem pod namioty do Chorwacji, a dalej na wakacje do różnych europejskich krajów. Tak naprawdę do 25 roku życia, praktycznie co roku wyjeżdżaliśmy na wspólne rodzinne wczasy, podczas których głównie zwiedzaliśmy i mało leżeliśmy. Taka forma podróżowania została mi do dzisiaj.

W międzyczasie narodził się w mojej głowie plan zamieszkania gdzieś za granicą lub wyjechania w niekończącą się podróż. Realizację pomysłu zaczęłam od wyjazdu do Madrytu w ramach programu Erasmus. Miałam w nim spędzić rok. I co? I klops. Okazało się, że przez te wszystkie lata wytworzyliśmy taka więź rodzinną, że nie wyobrażałam sobie mieszkać tak daleko od siostry i rodziców. Tęskniłam też za moimi znajomymi. I tak po pół roku byłam z powrotem w domu. Wiedziałam już, że wieloletnie podróże nie są dla mnie. A dodatkowo niedawno, razem z Adim, adoptowaliśmy nasze słoneczko – suczkę Kilę, która stała się członkiem naszej rodziny. Od tego czasu w grę wchodzą podróże nie dłuższe niż miesiąc, albo razem z nią. Myślę, że nie raz zobaczycie ją na blogu :)

Znajdz mnie na instagramie