Z Cemoro Lawang do Ranu Pane. Pieszo przez Kalderę Tengger.

Tagi :

Z Cemoro Lawang do Ranu Pane. Pieszo przez Kalderę Tengger.

Indonezja · Podróże 2019-03-06
Chciliśmy sprawdzić, czy można przejść 17-km trasę z Cemoro Lawang pod wulkanem Bromo do Ranu Pane pod wulkanem Semeru.

Czas podróży - maj 2018r.

 

Cześć Kochani!

Cemoro Lawang to główne miejsce wypadowe na wulkan Bromo, natomiast z Ranu Pane wyruszają wycieczki na szczyt wulkanu Semeru. Obie góry są dosyć blisko siebie i obie były na naszej liście wulkanów do zdobycia. Wyczytałam, że trekking na Semeru jest ciężki, więc postanowiliśmy zostawić go na później i najpierw zobaczyć Bromo. Zaczęłam więc zastanawiać się, jak szybko i niedrogo dostać się z Cemoro Lawang do Ranu Pane. Na forum o Indonezji kilka osób napisało, że jedyny sposób to z Cemoro Lawang wrócić do Surabaya, następnie dostać się do Malang i dopiero stamtąd jechać do Ranu Pane. Nie byłam zachwycona tym pomysłem – ani szybki, ani tani. Wtedy Adi chyba wyczytał moje myśli i powiedział coś, co też chodziło mi po głowie – „idźmy pieszo”. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy :)

 

Niech Was nie zmyli podany przez Google czas potrzebny na przejście trasy. Myślę, że 8 godzin to minimum :)

 

Dobry plan nie jest zły

Po zejściu z punktu widokowego na wschód słońca i Bromo mieliśmy wrócić do pokoju po nasze plecaki i od razu iść w kierunku Ranu Pane. Trasa wyznaczona przez MapsMe miała 12 km, natomiast mapy Google pokazywały inną drogę, idącą naokoło i mającą ok. 17 km. Oczywiście wstępnie wybraliśmy krótszą trasę, którą zamierzaliśmy przejść w max 6 godzin. Przed godziną 16 mieliśmy być już w jakimś miłym hostelu i szukać wycieczki na Semeru. Plan udało nam się wykonać w jakiś 50%.

 

Realizacja planu

Już od samego początku pobytu w Indonezji, kiedy opowiadaliśmy komuś o naszym pomyśle przejścia pieszo z Cemoro Lawang do Ranu Pane, byliśmy wyśmiewani lub podziwiani lub jedno i drugie. Trochę wydawało nam się dziwne, że 12-kilowetrowa trasa, w większości po płaskim terenie, wzbudza taką sensację. W końcu w jednym z hosteli spotkaliśmy kogoś, kto 20 lat temu ową trasę przeszedł. Uspokoił nas, że jest to możliwe, ale też uprzedził, że dosyć ciężkie.

 

Zanim przejdę do opisu samej trasy, opowiem Wam krótko o Semeru. Jest to najwyższy wulkan Jawy (3676 m n.p.m.), wybuchający średnio co 20-30 min. Wybuchy co prawda nie są lawowe, ale podobno huk, który im towarzyszy oraz świadomość, że wszystko dzieje się tak blisko są niesamowite. Wybuchy widać też z punktu widokowego, z którego obserwuje się wschód słońca i Bromo. Już podczas pierwszej wyprawy do Indonezji, widząc z daleka wybuchające Semeru postanowiłam, że kiedyś zobaczę go z bliska. Dlatego też w tym roku Semeru było jednym z ważniejszych punktów naszej podróży.

 

 

Pierwszy zgrzyt nastąpił właśnie podczas wschodu słońca – zauważyliśmy, że odkąd dotarliśmy na punkt widokowy, Semeru „pufnął” (bo nawet nie można było tego nazwać wybuchem) tylko raz. Lokalsi poinformowali nas, że w ostatnich tygodniach wulkan stracił na swojej aktywności i rzadko można zobaczyć prawdziwą eksplozję. A gdy szczyt wulkanu utonął w burzowych chmurach, podjęliśmy decyzję  o zrezygnowaniu z trekkingu.  Jest on zbyt trudny, żeby robić go w złych warunkach pogodowych, a wiedzieliśmy, że do Indonezji wrócimy jeszcze nie raz, więc postanowiliśmy spróbować innym razem.

Skoro zrezygnowaliśmy z trekkingu na wulkan, zaczęliśmy zastanawiać się, czy jest sens iść pieszo z Cemoro Lawang do Ranu Pane, które miało służyć nam tylko jako baza wypadowa na Semeru. Zwyciężyła nasza ciekawość trasy i po „małym” odpoczynku i dużym opóźnieniu ruszyliśmy w drogę.

Chcieliśmy dojść do Ranu Pane i stamtąd, najlepiej jeszcze tego samego dnia, jechać autobusem do Malang. Jak się później okazało – chcieć nie znaczy móc.

 

Idziemy przez Kalerę Tengger

Naszą pieszą wycieczkę zaczęliśmy ok. godziny 12 – duuużo za późno. Jeśli chcecie dotrzeć do końca przed zmrokiem, zacznijcie maksymalnie o godzinie 8, szczególnie jeśli tak jak my, macie zamiar nieść 20-kilogramowe plecaki.

 

 

 

Po wejściu na teren Parku, nieważne czy oficjalną bramą, czy dziurą w płocie, kierujcie się na lewo. Szybko znajdziecie szeroką ścieżkę, która idzie wokół wulkanów zlokalizowanych na środku kaldery. Droga jest w większości wyznaczona przez pachołki, takie jak na zdjęciu poniżej i jeżdżą po niej skutery, wiec naprawdę ciężko się zgubić.

 

„PERHATIAN. Kendaraan dilarang masuk.”  - “Uwaga. Zakaz wchodzenia”. Przynajmniej tyle zrozumieliśmy z łamanej angielszczyzny napotkanego Indonezyjczyka ;)

 

Po ok. 3 godzinach dotarliśmy do placu, na którym podejrzewam, że w sezonie roi się od turystów. Znaleźliśmy zamkniętą toaletę, miejsca wyglądające na nieczynne warungi, miejsca postojowe dla koni i jeepów. Innymi słowy niezłe miejsce na przerwę, idealne - jeśli wszystko byłoby pootwierane. Do tego momentu droga była bardzo przyjemna, cały czas po równym, ubitym terenie. Widoki ładne, ale raczej mało zróżnicowane. Jedyna doskwierająca rzecz to nasilający się ból stóp, nieprzyzwyczajonych do noszenia ciężkich plecaków.

 

 

Po 15 min przerwy ruszyliśmy w dalszą drogę, a po jakiś 30 minutach doszliśmy do miejsca, w którym MapsMe pokazywało, żebyśmy odbili z głównego szlaku w lewo. Tak też zrobiliśmy, chociaż droga wydawała się mało zachęcająca. Po chwili doszliśmy do kolejnego rozwidlenia i tu wybraliśmy ścieżkę „na czuja”. Dosyć szybko ze ścieżki zrobiła się dróżka, która  dalej zamieniła się w wysokie krzaki. Na szukanie alternatywnej drogi straciliśmy jakąś godzinę i sporo sił, tylko po to, żeby stwierdzić, że istnieje ona tylko na mapie MapsMe. I tak zostaliśmy zmuszeni do powrotu na główny szlak, z którego wcześniej zboczyliśmy i obrania dłuższej trasy - wskazanej przez GoogleMaps. Prowadziła ona przez stromą, asfaltową drogę prowadzącą na górną krawędź kaldery, skąd mieliśmy jeszcze 6 km do przejścia do Ranu Pane. Problem był jeden – była już 17 i zaczynało robić się szaro, a przed sobą mieliśmy jeszcze co najmniej 3 godziny drogi. Do tego byliśmy już naprawdę zmęczeni, a ostre podejście pod górę nie ułatwiało trekkingu. Wtedy podjęliśmy decyzje, że łapiemy stopa. Muszę Wam powiedzieć, że Indonezyjczycy są przemiłymi osobami (może oprócz większości naganiaczy) i chyba pierwszy, maksymalnie drugi przejeżdżający samochód zatrzymał się, żeby nas zgarnąć. Od tego momentu działy się niesamowite rzeczy, które wkrótce opiszę Wam w osobnym poście. Zachęcam Was do przeczytania, bo mimo, że nie będzie w nim żadnych praktycznych informacji, to serce mi mięknie, kiedy pomyślę, jak dużo dobrego spotkało nas od ludzi tamtego dnia.

 

 

Wracając do drogi – pokonaliśmy ją na górę kaldery samochodem w ok. 10 min. Pieszo zajęłoby nam to co najmniej godzinę/półtorej.  W tym czasie dowiedzieliśmy się, że do Ranu Pane nie kursują żadne publiczne busy. Można tam się dostać tylko prywatnymi jeepami. Jest to też jedyny sposób, żeby się stamtąd wydostać. Cena takiej przejażdżki w jedną stronę to ok. 500-800 tys. IDR (125-200 zł) za jeepa jadącego z/do Tumpang – miejscowości niedaleko Malang. Miny nam zrzedły, ponieważ oczywiście nie byliśmy przygotowani na takie koszty.

Gdy dojechaliśmy na obrzeża kaldery, musieliśmy opuścić samochód naszych wybawców, którzy zmierzali w przeciwnym kierunku. Mieliśmy tylko godzinę do zachodu słońca i aż 6 km do przejścia pod górę przez ciemny las, więc ponownie wyciągnęliśmy ręce i prosiliśmy o podwiezienie. Dzięki kolejnym wspaniałym ludziom udało nam się dojechać jeszcze tego samego dnia do Malang!

 

 

Tak naprawdę przeszliśmy jakieś 75% zakładanej trasy, głównie ze względu na zbliżający się zachód słońca oraz zmęczenie (bardziej moje, niż Adriana;)). Wydaje mi się, że przy wczesnym rozpoczęciu trekkingu, częstszych przerwach, na które nie mieliśmy czasu lub lżejszych plecakach, możliwe jest dojście do samego Ranu Pane, chociaż ciężko powiedzieć, jak  trudna jest ta część trasy, której nie udało nam się zrealizować.

Jeśli planujecie zobaczyć wulkany Bromo i Semeru, to może nie jest to najszybsza opcja, ale na pewno najtańsza, gdyż pozbywacie się w ten sposób wysokich kosztów za jeepa do Ranu Pane.

Myślę, że trekking mógłby być dużo przyjemniejszy i szybszy, gdybyśmy zaczęli go w Ranu Pane i skończyli w Cemoro Lawang. Tak naprawdę najgorszy odcinek - czyli strome podejscie do góry - zostawiliśmy na sam koniec, kiedy byliśmy już mega zmęczeni.

 

W skrócie:

  • Przy tej trasie korzystajcie z map Google, a nie z MapsMe.
  • Cała trasa ma ok. 17 km (od Warung Pandok Tengger w Cemoro Lawang do Basecamp Semeru w Ranu Pane).
  • Czas potrzebny na przejście trasy to minimum 8 godzin.
  • Trekking należy zacząć najpóźniej o godzinie 8, żeby nie iść po ciemku przez końcowy odcinek trasy, którym jest wąska droga w lesie.
  • Pierwsza połowa trasy jest przyjemna i prowadzi po płaskim, piaszczystym terenie, natomiast druga część to stroma, asfaltowa droga, biegnąca pośród wysokich krzewów i lasów. Drogą tą jeżdżą jeepy i myślę, że nie spodziewają się pieszych turystów, więc trzeba bardzo uważać!
  • Do i z Ranu Pane nie kursuje żaden transport publiczny. Można tam się dostać/wydostać skuterem i prywatnym jeepem. Koszt jeepa na trasie Tumpang <->Ranu Pane to ok.500-800 tys. IDR (125-200zł) w jeną stronę.
  • Z Cemoro Lawang do Ranu Pane można pojechać prywatnym jeepem, czego dowiedzieliśmy się będąc już pod Bromo. Cena dla naszej dwójki to 600 tys. IDR (125-150 zł). Taką ofertę złożył nam właściciel naszego hostelu, gdy dowiedział się o naszych trekkingowych planach.

 

Co zabrać:

  • Min. 3 litry wody na osobę
  • Jedzenie
  • Czapkę/chustę na głowę
  • Wygodne buty, najlepiej trekkingowe za kostkę
  • Osłonę na plecak w razie deszczu (nam się bardzo przydała)
  • Krem z filtrem UV
  • Okulary przeciwsłoneczne
  • Telefon ze ściągniętymi mapami offline
  • Powerbank
  • Aparat :)
Galeria zdjęć
Podróże NAJNOWSZE
blog comments powered by Disqus